umrzeć

kolejne kreski kreślę na moim udzie,

patrzyłaś z obrzydzeniem, tak jakbym była na diecie!

 

nie jestem, nigdy już nie będę!

przecież tego chciałaś, mojego ciągłęgo – zdobędę.

 

Więc zmierzałam za wszelką cenę,

ku marzeniom, ku górom – cierpię!

 

teraz opuszczasz bezwiednie rękę,

straciłaś ufność, zyskałaś bolękę.

 

Pragnęłam tylko byś mnie widziała

moje marzenia, moją udrękę!

 

pomóż mi,

przytul

stałam się bezimienna

karcona, że żyję,

wciśnięta w te kraty,

napraw me wady, wyczyć wszystkie zwady

bym z serca ufnością

pragnęła i chciała

wyjśc z tego z całością

______________________________________________________________

stać się Pinokiem w tych czasach to nie trud,

lecz ważyć 50 kg, jak się okazuje wymaga wielu prób

 

gruba świnia

Obok siebie przechodzimy, spojrzenie

zastanawiam się: co powiedzieć?

czy uśmiechnąć się szeroko?

czy spuscić wzrok gdzieś w głąb siebie?

 

obok siebie przemykamy, jak obcy ludzie zabiegani

czasem spojrzysz na moje nogi,

skrzywisz się i powiesz: dziecko, litości!

wiem martwisz się, chcesz moich krąłości.

 

Ja natomiast czuje jakiś zapach,

ciasto, krew czy raczej bezsilności strach?

Otul mnie swoją miłością,

przykryj kołdrą potocznie zwaną czułością.

 

ciepłe dłonie, ciepły nos

zostaje, choć odejść pragnę wciąż

51

 

jestem żałosna

nie czuć nic

zapełniam żołądek wodą

nie jesteś głodna, nie jesteś głodna….

przecież się najadłaś

kłótniami, wyzwiskami, grubasem, pralką, lodówką, studiami, pracą, krwią!

 

nie jestem glodna, nie jestem głodna…

zjadłaś ufność, szczerość, przyjaźń, młość, szlachetność, bezinteresownośc, odpowiedzialność, czułość, szacunek, spokój, szacunek!

a później to wyrzygałaś

i nie masz już nic

 

cicho, ciemno

przed oczami ciemność

 

jak pozbyć się tego Potwora?

zamnkąć Go i powiedzieć: kamfora!

Nie ma Go już, odszedł

tylko gdzie? pewnie wróci nagle

 

a ja znowu zamnkę usta

nic nie powiem, będę milczeć

bo jestem Tłusta

do omdlenia, zamknę uszy, zapomnę, że jestem pusta

 

wróci, zawsze wraca

przytulisz mnie mocno, sprawisz, że stanę się tak bardzo blada

 

odchodzę

przyjdz do mnie o Śmierci

pocałuj ustami ostateczności

 

 

pałka – zapałka

On chodzi zadowolony,

Ona przeciera ze zdumienia oczy

W kuchni gotuje się kapuśniak

a mi odechciewa się żyć tak

 

Kocham to miejsce

wszystko jest takie żółte

Takie idealnie żółte.

Za chwile otworze wrota i stwierdze: a co tam!

 

Przesycona jestem odrazą.

zołtość płynie z wolna,

otula mnie swoim spokojem

a obok zycie płynie swoim torem

 

49…? 49…. 49!

mało!

opadają mi rece z bezradności

 

ciąg ciągu

Dalszy ciąg ciągu, nikt Go nie powstrzyma

wydaje się uroczy, nakręca się niczym maszyna.

Najpierw zerka nieśmialo,

podchodzi z lewej, ucieka na prawo.

 

Później zagląda w oczy zuchwale

juz nie ucieknę, zostanę tu na zawsze.

Krępuje mi ręce, wypisuje na nich hate,

nie mogę się uwolnić, ciągle widzę krew.

 

Chwytam łapczywie powietrze,

odpowiedzieć nie mogę, o nie.

On jest ze mną ciągle

czy tego chcę czy nie.

 

„Taka już moja natura,

podchodzić – oddalać się stale.

jestes na moje skinienie,

każdą porą, i w noc i w dzień”

 

Twój na zawsze Cień

__________________________________________________________________

szmata

53