zło

Dlaczego tego nie czuję?
wyjaśnij mi
dlaczego nie czuję fizycznego bólu?
Tego, który powiedziałby: przestań!
wystarczy
za chwilę dokopiesz się do źródła
______________________________________
- M. zrób mi coś do je-dzenia
- przecież cały dzień je-sz. Odkąd przyjechałaś, buzia ci się nie zamyka

<czy nie wygodniej jest uderzyć w twarz?>

Miss Daisy

jechałam tym Cadilac’iem

obok siedziałeś cicho, spokojnie, czasem tylko się odezwałeś

niepytany, a tak bardzo pożądany

siedziałeś obok, z głośników cicho płynęła muzyka

otworzyłam drzwi, podałeś mi rękę, żałuję tylko, że tak pospiesznie wyszłam

_______________________________________________________________________

tak ciemno przed oczami jeszcze nie miałam

tak przeraźliwej ciszy nigdy jeszcze nie słyszałam

a szkoda

bo może przywyknęłabym do tych uczuć,

które każą mi wstać o 7, uśmiechnąć się i powiedzieć: odpuść

pusto, biało

Staram się, ale to mnie pochłania

raz, dwa, trzy

oddech krótki, urywany, niebezpieczny

cztery, pięć, sześć

już klęczę na klozecie

 

zapalone światło, co się dzieje?

moja wina, moja wina, moje bardzo wielkie winy

dlatego, że żyje?

czy może dlatego, że sięgam głową futryny?

czy to już, czy muszę dalej czekać?

pocieszyć, odejść, zostać czy zwymiotować

butelkami rozrzuconymi niedbale na podwórku

szlochami, prośbami, nie słucham Cię wcale!

czy może tym, że Ona mną rządzi

każe wychodzić, po spelunach błądzić

 

poruszać się pewnie, unosić wysoko głowę,

jestem Panem Cogito

podskoczy mi ktoś? nie sądzę

 

i ja w tym wszystkim, leżę obok na łóżku

piję herbatę

zamykam tętnicę

otwieram drzwi,

nie odpowiada nikt

 

nie czuć nić. zagłodzić się

 

aa

jesteś tak doskonałą nauczycielką,

że do perfekcji nauczyłaś mnie nienawidzić samą siebie.

Dziękuję Ci za każde pełne obrzydzenia spojrzenie,

za każdy dotyk, kiedy z zimna się trzęsłam

i w oczach nikłam, to dla Ciebie!

Teraz przeglądam się w lustrach

i widzę zniekształcony obraz mnie i Ciebie, Ciebie i mnie

jak idziemy za ręce ulicą,

i wszyscy Ci mówią: dzień dobry i śmieją się do Ciebie

podziwiają, skomlą, łechcą, zazdroszczą

tak, jak gdybym to ja stała w świetle

mroku

upadku

zatracenia

głodu

i każąc mi iść dalej, jeszcze tylko na zakręcie w lewo

dalej i dalej, aż po kolejne światła, zakręty, skrzyżowania przed siebie

po kolejne puste słowa, które teraz zwracam

z siłą, o jaką nawet siebie nie podejrzewałam

killEmAll

Inspiracja mnie nęci swym blaskiem, dotykiem piękna.

Prostuje mi palce na wysokości głowy i żółcią strzela.

Jestem trochę jak terrorysta, bo wiem gdzie uderzyć, żeby zabolało.

dostałam tyle białości, że spazmy teraźniejszości wracają ze zdwojoną siłą.

Swoją drogą, zastanawiam się skąd się bierze: niecierpliwość.

Bo z niecierpliwości biorą się uzależnienia, a przez nie nikną plany i marzenia.

To uczucie niespełnienia

mówisz

ból przeznaczenia

niewiadomej, niepewności, spekulacji i symulacji

A jutro dosięgnę śmierci,

jakby dziś miała mało do zrobienia?

Swoją drogą, zastanawiam się skąd śmierć czerpie siłę do unicestwienia?

Skąd wie, że teraz, być może będziesz to ty?

Skąd wie, że teraz, jest czas na zmiany

choćby wszyscy zarzekali się: jeszcze chwila! jeszcze nie teraz

dziś, mam tak dużo do zrobienia

A Ona w swym tańcu nie ustaje

Ona nie pyta, czy masz chęć na ukłon przed publicznością

domagającą się mocy, ognia i wiary.

Bredzisz?

Nie, tylko zastanawiam się co będzie kiedy rozsuną się jutro kotary

co będzie z blaskiem, mocą i ogniem

Uniesiesz je? Wątpię, w końcu dosięgniesz bezmiaru odchłani

__________________________________________________________

nowa Ja