55?

żyję albo przed albo po
nigdy w trakcie
bo czy można być, chcąc być z serca zadrze?

rozciąć ten ogromny kawał mięcha,
poćwiartować, pokroić, posolić, popieprzyć
i za okno wypieprzyć

na zieloną trawkę,
położyć się, odpocząć
i przypomnieć sobie jak to jest pociągnąć fajkę

biegać ze skarbem na dłoni
chyba mi się już całkiem d_b

dęba stają włosy na ręce
od zimna i potu, zaschniętej kramerce
ulegam chwilowej fascynacji!
pocieszam się? nie, tylko obiecuję, od jutra bez ubikacji

————————————————
ratunku!
w całej okazałości, w garderobie i modzie
przechodzi, oddala się, nareszcie wygląda jak człowiek

bananowa krew

najpierw uzależniłam się od spokoju i senności,
od rodziców i morowej codzienności.
Dalej od łazienki, papierosów,
czekolady,
myślałam, że więcej już nie dam rady.
ale następnie pojawiła się kawa, bezsenność i alkohol, ibuprom i apap,
a teraz
uzależniona jestem od samej siebie
i robię paskudztwa, żeby być jak najdalej od Ciebie

W głowie mi się miesza,
jak tu boleśnie sprawdzić, że mama mnie kocha?
uzależnić się od bólu, wymierzanego w nadgarstek
a później udać, że to wynik dziecięcego chodzenia na owoce,
i zbieranie tego, co Pani łaskawie wyrzuciła, czyli uczuciowych gwiazdek.
__________________________________________________________________
- bananowa krew
- ‚jak Ty dużo jesz”!

D.

czy ja jestem jeszcze kobietą?

„jeszcze:… czy ja w ogóle nią zostałam? phi

tak panicznie boję się samo-bliskości

czuję się paskudnie

 

czy rzeczywiście, zawsze musi łączyć się z prawdą?

dam znać, gdy odnajdę smak pewności

tak panicznie boję się obcości

a czuję się?

czuję się wypluta, wykorzystana i poniżona

 

i w ogóle jest zło-pięknie

zło-żółto i zło-deszczowo

 

 

usta-ust

Samotność

Nowa choroba cywilizacyjna?

Kiedy otwierasz się na ludzi, kiedy oddajesz im większość wolnego i poświęcasz czas, który możnaby spożytkować na przyglądaniu się i liczeniu dziur na suficie, zamiast odbijać się od ścian mieszkania i wracać ze zdwojoną siłą, przesyłane sygnały nikną w zabieganiu.

Kiedy ludzie zaczną dostrzegać innych ludzi? Powinno się raczej zapytać „czy”, bo obsewując ten patologiczny świat, dochodzę do wniosku, że takie czasy nie nastaną. Czasy, w ktorych jedyną wartością jestem „JA” wypierają relacje, że obok żyją miliony singli, którzy zaprzedaliby duszę diabłu, by choć przez maleńką chwilę otwierając mieszkanie na śródmieściu, mokotowie czy wilanowie usłyszeli brzęk szklanej przykrywki uderzającej o teflonowy garnek. By drzwi klatki zapraszały zapachem czułości i przyjaźni.

Stajemy się numerami, pinów, rachunków kredytowych i szeregu cyfr występujących w symulacyjnych tabelach. Stajemy się podzwierzętami, gotowi zgnieść mrówkę, syzyfowo wykonującą swoją pracę. Stajemy się potworami. I żyjemy z tym, udając, że spełniamy swoje marzenia i nie mamy czasu na bliskość.

I umrzemy, udając, że to nasz świadomy wybór.

nikt, nic, nigdzie

boję się pustaka, boję się siebie, Ciebie też się boję,
boję się zostać, a o wyjściu już nie wspomnę
boję się o wtorek, środę i czwartek
a najbardziej boję się skrzypiących drzwi u werandy
pełności, obolałości,
pustości,
marzeń i planów
a najmniej boję się nie obudzić rano

wyjść mi się chce

Znów powraca, uśmiecha się, klaszcze i gałami wywraca

codziennie traci, bo tylko w ten sposob zyskuje

kto chce rzucić kamieniem? dalej nie krępuj się!

udawać mi się chce, zamykać też, bo czemu nie?

otwierać? nigdy

bo i też po co?

tęsknić, przytulić i zwrócić