nóżki z kremem

Wszystko idzie nie tak, jak powinno.
stres mnie zżera
krzyczę, chodzę nieobecna
-dobrze, nie będę się odzywać.
Ale jak milczeć, skoro mam wrażenie, że słowa tworzone w mojej głowie, gdy trafią do ust żyją własnym życiem. Bez kontroli, płyną. Uderzają o skały, rozpadają się i składają w zdania, odrealnione.
cisza boli, ale przynajmniej nie oddaje.
staram się jakoś to znosić, jakoś tłumaczyć sobie, że to wszystko z miłości, obawy.
Tylko jak powiedzieć: popatrz na mnie! TU JESTEM! widzisz mnie?
żeby nie oddało echem.
nie wyjadło z miski z kremem
i nie zwróciło ze śmiechem
______________________________________________________________________________
Nie wiem jak długo wytrzymam,
spanie od 3 do 8
i zwracanie na zawołanie

1 plus ja

tak mnie to boli,
w środku, na powierzchni się unoszę, głową do dołu
cały ten patologiczny krajobraz przesłania mi widok
na białym leżę prześcieradle, zajmuję tyle miejsca,
że nikt nie zmieści się obok,
bo miejsca za mało dla nas obojga
na tym patologicznym prześcieradle

rzeźbiara

wena łapie mnie jedynie wtedy,
gdy chcę skończyć z tym światem.
pisać umiem tylko o zaburzeniach

pewnie jest trochę lepiej,
potrafię zręczniej kłamać,
wymykać się niepostrzeżona
dokręcać śrubę, uśmiechać się na zawołanie

więc jestem w punkcie wejścia, tylko pewnie bardziej świadoma manipulacji
chociaż nie myślę już tak obsesyjnie o śmierci
myślę, że zatoczyłam kolejne koło
nadmierna pewność, że ludzie są większymi idiotami niż ja
doprowadzi mnie do punktu, w którym stracę wszystko
osoba uzależniona nie przyzna, że dała się zapędzić w kozi róg
raczej wybije głową dziurę w ścianie i wyjdzie,
niż podniesie ręce do góry w geście kapitulacji.
taka już będę,
nigdy nie przyznam, że tego świata jednak nie zdobędę.
a największą muzą mojego życia jest rzezbiara.
to dla Niej żyję, poszczę i wrzucam gnaty do gara.