58

Patrzę w lusterko i nie mogę, po prostu nie mogę na siebie patrzeć.

Wszystko jest za małe, ubrania są za ciasne.

Wszystko mam wystające,

nie wierzę, po prostu nie potrafię zrozumieć,

jak mogłam doprowadzić się do takiego stanu. Wiem, że wszystko zależy od tego semestru,

tego roku. A ja nie mogę się zmotywować do napisania jednego głupiego projektu.

Jedzene rządzi, ja – nie mam nic do powiedzenia. Patrzę jak każdego dnia staję się grubsza,

jak mój brzuch staje się balonem. Spoglądam na moją ulubioną spódnicę, której nie mogę założyć. Dostałam za dużo miłości, w glowie mi się poprzestawiało.

Przytyłam 9kg.

Idę na siebie popatrzeć, za karę

snooker

Nie mieszczę się we własną skórę, więc we własnym zakresie ją poszerzam.

Na udach, rozcinam

na brzuchu, nadcinam

zmieniam kolor skóry, na bardziej czerwony

identyfikujący się z subkulturą

może kiedyś, gdy zasłużę, obetnę kawałek rozumu,

by zapomnieć choć na chwilę o ubytku nadziei i szacunku.

niedobrze mi

Weszła cicho, ukłoniła się nisko,
pogadała, pośmiała się, powygłupiała,
że wszystko jest super poudawała,
gdy weszła na lustro,
z duszą na ramieniu,
stwierdziła,
Ty gruba nienapasiona świnio,
jak mogłaś do tego dopuścić,
58,5 wezbrało, tama pękła,
masz miesiąc, by doprowadzić się do człowieczeństwa.