stara ja

Idąc przez życie nigdy, jak dotąd, człowiek nie zadawał sobie pytania: czemu właściwie ja to robię? Czemu nagle zabolała mnie głowa? Dlaczego właściwie, kiedy w zasadzie czyjeś zachowanie mi się nie podobało, powiedziałam: spoko, nic się nie stało? Otóż stało się! Bardzo dużo się stało. Nie podobało mi się twoje zachowanie. Jestem zła, jestem bardzo wkurzona. Porozmawiajmy o tym, co się dzieje. Dlaczego milczysz, kiedy zrobię coś, co powoduje, że się wycofujesz? Nie chcesz o tym porozmawiać i mówisz: Skarbie, mam teraz dużo na głowie. Jestem zmęczony. Koniec, kropka.  

Ludzie z lęku robią dziwne rzeczy i zwykle nie wnikają co się tak naprawdę stało. Zamykają to w sobie, zapisują na swoim twardym dysku. Podświadomość coś szufladkuje i…zapomina. Zamyka na kluczyk, kluczyk wyrzuca i żyje sobie dalej. Rzeczywistość przynosi kolejną sytuację, analogiczną do poprzedniej i człowiek zachowuje się w ten a nie w inny sposób. Nie pyta sobie co w zasadzie zaistniało. Szufladki się piętrzą i nagle z przeładowania zaczynają pękać w szwach. Czasem stajesz przed jakąś ważną decyzją i nie wiesz co masz zrobić. Myślisz sobie: jutro sie tym zajmę, a dzisiaj poczytam książkę/posłucham muzyki/posiedzę w necie/odprężę się i jakoś wszystko się SAMO ułoży. Otóż nie uloży się, a nawet jeśli się ułoży to masz wrażenie, że ułożyło się i owszem, ale nie tak jakbyś tego chciała. Że w zasadzie stoisz przed murem, nie wiesz co masz dalej robić i działasz intuicyjnie. I nad tym chciałabym dzisiaj się zastanowić. Co powoduje, że zachowuję sie w ten a nie w inny sposób.

Człowiek żyje, funkcjonuje według pewnego określonego stylu. Czasem wydaje się, że z wierzchu wszystko wygląda super. Mam fajną pracę, przyjaciela, jakichś znajomych, generalnie podoba mi się moje życie, ale…i tu jest właśnie pies pogrzebany. Pomimo tego, że na pierwszy rzut oka jest w porządku, wcale w porządku nie jest. Mam fajną pracę, ale nie spełniam się w niej w ogóle, nie daje mi satysfakcji. Pieniądze wpływają, ale mam wrażenie, że moja praca nie jest MOIM miejscem, w które codziennie chcę wracać. Mam przyjaciela, ale w sumie to nie widzieliśmy sie już tyle czasu, że nawet nie wiem co u niego słychać. Żyje, ale jak żyje to już ciężko mi określić. Mam kilku znajomych, ale trochę mnie denerwuje ich sposób na życie, nie cieszą mnie kontakty z nimi i wolałabym chyba nigdzie z nimi nie wychodzić, bo wracam do domu jeszcze bardziej osamotniona.

Właśnie ja tak mam ostatnio coraz częściej. Mówię sobie: jest spoko, ale…czyli że niby jest w porządku, ale to słowo ALE odwraca wszystko do góry nogami i sprawia, że pierwszy człon zdania traci na znaczeniu. Resetuje się, bo po głębszym zastanowieniu wcale tego mojego życia  nie lubię. Ok, więc chciałabym coś zmienić. Staję przed murem. Nie wiem czego pragnę, czego chcę dla siebie, nie znam siebie i swoich potrzeb, tkwię ciągle na samym początku. Boję się cokolwiek ruszyć, bo wszystko co do tej pory osiągnęłam stanie się nicością.

Tak, ja lubię wywracać swoje życie do góry nogami, ale te zmiany, jak zaobserwowałam wcale nie powodują poczucia, że zbliżam sie do szczęścia ani do harmonii z własnymi emocjami. Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że z każdą zmianą oddalam się od celu, bo…nigdy tak naprawdę nie został on wyznaczony. Jak coś może być osiągnięte, skoro nigdy nie zostało nazwane? Po prostu zostało kiedyś tam zamknięte w szufladce i cały czas pulsuje, ale to pulsowanie nie jest przyjemne. Jest jak wyrzut sumienia. Nagły dreszcz, który przenika ciało. I wtedy warto jest zapytać siebie, czemu czuję się w tej chwili właśnie w ten sposób? Być może jest własnie tak, że ciało reaguje wstrząsem, wysyła jakiś komunikat, że dzieje się coś niepokojącego, co może prowadzić do tragedii. Człowiek wtedy czuje taki dziwny lęk, że coś jest nie w porządku. Mądry człowiek, który słucha siebie i wierzy sobie, przystanie i zapyta: do czego, moje Drogie ciało, się odwołujesz? Do jakich wspomnień wracasz, co stało sie takiego w przeszłości, że musisz teraz zasgnalizować mi, że zbliża się niebezpieczeństwo, jakaś nieprzyjemność? Jeśli człowiek posiada sam ze sobą kontakt, jakąś nić porozumienia, pomyśli sobie i powie: aha, czujesz to w środku, bo jak ostatnio przechodziłeś na czerwonym świetle, o mały włos nie przejechał Cię samochód. Teraz stoisz na pasach, czekasz na zmianę światła i denerwujesz się, że tracisz czas, bo gdzieś tam czeka zniecierpiwiony szef, zdenerwowany Partner, wkurzony Przyjaciel, bo się spóźniasz i już stawiasz stopę na jezdni, a ciało krzyczy: hola hola, czy ostatnio opłaciło Ci się ryzykować? Czy gra była warta świeczki? I cofasz nogę. Masz przeanalizowaną poprzednią sytuację, wiesz co może sie stać i rezygnujesz. Brawo. Ochroniłeś samego siebie. Natomiast, jeśli to zdarzenie z przeszłości nie zostało nieprzepracowane, prawie potrącił Cię samochód, ale bardzo gdzieś się spieszyłeś i w zasadzie nie było czasu, żeby sie nad tym wszystkim na spokojnie zastanowić to postawisz znowu nogę na jezdni i obok nadjedzie auto, które spowoduje, że prawie pożegnasz się ze swoim życiem. Ciało ostrzegało? Ostrzegało. Podświadomość krzyczała? Krzyczała. Czułeś gorąco i jakieś dziwne rewulucje w żołądku? Czułeś. I nadal ostąpiłeś tak samo.

Podświadomość jest po to, aby Cię kierować w bezpiecznym życiu, używając do tego mechanizmów. Jeśli nie zdajesz sobie sprawy, że robisz coś lub postępujesz w jakiś określony sposób, bo nie masz nici porozumienia ze sobą, mechanizm będzie nieświadomy. Ale im większą świadomość posiadasz, posiadasz wiedzę o sobie, mechanizmy zaczynają stawać się jasne i przejrzyste. Że jeśli ostatnio Twoje wkroczenie na ulicę skończylo się nauczką, a za kolejnym takim zdarzeniem nie zareagowałeś. Boleśnie doświadczasz konsekwencji, bo za którymś razem kierowca się zagapi, a Ty nie będziesz już miał okazji przekonać się jak piękne jest życie, kiedy postępuje się dla siebie i w zgodzie z samym sobą.