spontaniczność

Muszę się z Wami podzielić pewnym zaskakującym doświadczeniem, które do tej pory wywołuje na mojej twarzy uśmiech.

Stoję dzisiaj na pl. Defilad w Warszawie pod PKiN i czekam na busa, którym jeżdżę do domu. Miałam kilka minut do odjazdu, więc zaczęłam z nudów palić papierosa. Nagle podchodzi do mnie mężczyzna, około 30-letni i pyta:

- Mogę Ci coś powiedzieć?

Ja w pierwszej chwili myślę albo chce kasy albo fajka albo nie wiem co jeszcze, ale ostatecznie mówię:

- Tak, słucham.

- Palenie strasznie szkodzi zdrowiu.

Moja mina musiała byc bezcenna. Przez głowę przebiegło mi tak dużo mysli, że nie wiedziałam co odpowiedzieć. Byłam zaskoczona, zdziwiona, trochę zakłopotana, a on do tego wszystkie wcale nie uśmiechał się jakoś złośliwie, troche w oczekiwaniu na moją reakcję – miły i uprzejmy uśmiech. Z całej tej bezradności, poczułam złość, wściekłość nawet. Zwyczajnie nie miałam odpowiedzi. Wypaliłam:

- Po pierwsze to nie jesteśmy na ty, a po…

Nie zdążyłam nawet dokończyć, a on:

- O matko…. Przepraszam, madam.

A przy tym… ukłonił się zamiatając prawie głową o bruk i odszedł. Ja zostałam z niedokończonym zdaniem, zdziwieniem i konsternacją. Po pierwszym wzburzeniu, przyszedł uśmiech. Zwyczajnie zaczęłam się śmiać prawie na głos. Zabawna była ta sytuacja. Zgasiłam papierosa i z poprawionym humorem ruszyłam w stronę swojego busa i nagle….widzę, że on będzie jechał tym samym. po tym jak zrobiłam z siebie kretynkę, chciałam szukać czegoś innego do podróży. Ale myslę sobie, nie zachowuj się jak dzieciak i stoję dalej. On się odkręca, widziałam zdziwienie na jego twarzy i strzela:

- O madame, będziemy jechać razem. A nie, przepraszam, może mademoiselle?

Ja coraz bardzie się śmiałam, ludzie się patrzą, nagle – cisza.

- To co? Gdzie wysiadasz? Bo ja na samym końcu.

Cały czas nadawał, ja już się śmiałam na cały głos. Siedział na samym tyle i też całą drogę z kimś ględził przez telefon. I jego śmiech – nigdy nie słyszałam tak naturalnego i szczerego śmiechu u człowieka.

Pomyślałam, że życie z takim kimś na pewno nie byłoby nudne, a pełne pogody i jakiejs takiej nadziei, że jest ktoś, kto potrafi się śmiać z codziennych, prostych rzeczy. Zazdroszczę takim ludziom. Żyją dniem dzisiejszym, a nie wczorajszym czy jutrzejszym, czerpią radość z obcowania z drugim człowiekiem. Nie obudowywują się pancerzami, fosami, gąszczami, zza których ich zupełnie nie widać. Nie muszą, mają dystans, do siebie, do świata. Żyją tu i teraz.

Patrzyłam na niego i myślałam sobie: nie no wariat, kiedy dosłownie ukłonił sie przede mną w stylu brytyjskiego lorda proszącego pannę do tańca. Ile tacy ludzie muszą miec w sobie akceptacji, pogody, spokoju…. Nie wciskają się w sami w pęta: niedobrane małżeństwa, niechciane dzieci, nielubiane prace, ogromne kredyty na mieszkania, samochody, nie narzekają jak to im niedobrze, tylko się cieszą. Życiem, bo jest jedno…

Tez tak chcę.

Mistrzu…

Odejdź z mojej pamięci, dopiero wtedy będę wolna.

Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata

Kocham, miłością beznadziejną. Codziennie staram się kochać mniej, mądrzej, dojrzalej, ale kocham coraz to mocniej. Każda sekunda, minuta czy godzina wlecze się niemiłosiernie. Każdy poniedziałek, wtorek…sobota. Tak, soboty są najgorsze. Wtedy najsilnij odczuwam tęsknotę.

Miłość napadła na nas tak, jak napada w zaułku wyrastający spod ziemi morderca, i poraziła nas oboje od razu.
a teraz

błagam, uwolnij mnie!