smecta

7 czerwca 2015

3 km

Czysta dusza, pusta głowa. Mam wrażenie, że pokonuję dzisiaj wewnętrzną barierę, że to będzie mój dzień  i … nagle ból brzucha. Na początku pojawił się lekki skurcz. Tak mniej więcej w środku trasy, wiedziałam już, że muszę jak najszybciej do domu. Ostatnie paręset metrów biegłam jakbym unosiła się nad ziemią. Niestety dopadło mnie to, z czym zmagają się początkujący biegacze. A raczej konsekwencją. Piszę o kiepskiej diecie :) Niestety. Jak dopadłam bramy to była już dzika pogoń.

Ale pozytyw jest jeden – pokonałam życiówkę na 3 kilometry :) Przebiegłam je w takim czasie, w jakim pokonałam pierwszego dnia 2 km. A to już budujące. Czyli można szybciej.

 

Pozdrawiam

*Żyję, więc biegam

start

Fajnie jest się rozwijać :)
Hartować ducha, ciało, myśli. No to start.

3 czerwca 2015
2 km, 20 min.
Na początku ok. Potem mur, no i kolka. Zmora początkującego. Doszedł skurcz lewej stopy. Koniec trasy :) Rozciąganie pomogło, ale skurczy się boję. Ograniczę kawę, wypłukuje z organizmu mikroelementy.

4 czerwca 2015
2 km 200 m, 20 min
Ciężko było na początku, mur pojawił się przy ubieraniu :)
Później już łatwiej, równomierny oddech. Przebiegłam zaplanowaną trasę bez kolki i skurczy, yeahhhhh.
ps. chyba kupię pulsometr. Bez jakichś bajerów, zwykły, żeby obliczyć puls i czas. na resztę jeszcze będzie czas w przyszłości.

Pozdrawiam
*Żyję, więc biegam