Jutro

Zakochać się jest łatwo. Dopuszczasz do siebie jego i już. Później obserwujesz jego zachowanie i zakochujesz się jeszcze mocniej. Jego twarz, ramiona, biodra, stopy…jestem nim oczarowana. To wszystko jest takie na miejscu, takie..moje. Tak mogłabym patrzeć. Pochlonieta nim. I widzę jego wzrok utkwiony na mnie. 10 sekund jego. 10 minut moje. Na zapamiętanie. Drobnej żyłki. Jutro. Czy?

Mia w rodzinie

Kłamie. Jeśli spytasz czy jadła, powie tak. Jeśli spytasz czy wymiotowala, powie, że nie. Gdy spytasz: gdzie jest jedzenie, odpowie, że rozdala bezdomnym – oni są tacy biedni, nie mogłam patrzeć jak głoduja.

Powie wszystko, co chcesz usłyszeć. A ty chcesz usłyszeć, że jest super i wrócić do swoich zajęć – prawda? Także powie, że wszystko jest w porządku. Ma teraz tyle stresów dlatego chudnie, ma złamane serce i je czekoladek,więc tyje. Ma egzaminy, więc chudnie, przyjaciółka ją zawiodła, więc tyje, więc chudnie, więc tyje, chudnie, tyje, chudni, tyj, chudn, ty, chudnie, t, chu,..,  ch,…..  Także tego, widzisz. Już masz spokój na przynajmniej 3 lata, a jak się wyprowadzi gdzieś na studia, do chłopaka, za granicę, masz mega spokój. Do świąt – wtedy znowu sprzeda ci bajeczke i uspokoisz sumienie.

Mia w rodzinie jest klamczuchą. Kłamie. Ona ma jeden cel – schudnąć i tyle w temacie. Jak zaczniesz ja przepytywać, sklamie. Nie polecam zmuszać do jedzenia. czemu? Zyskasz z anorektyczki, bulimiczke. Nic więcej. Ona ma w głowie chaos. Rozumiesz? Nie wydaje mi się. To tornado, które ma jeden cel. Stając mu na drodze zniszczy cie, lub w najlepszym wypadku ominie. Ona ci nic nie przyzna. Nic nie powie, nic. Jeśli jest mią (tzn. ma objawy) to za późno na pytania. Ja nie wierzyłam w rodzinę, rodzicom. Rodzice byli od kar i nagród, a nie od przyjaźni.

Miałam swój świat, piękny, zamknięty. Kochałam to, nie jeść przez 2-3 dni. Czułam się taka silna, jezooo jakie to było piękne uczucie. Dzierżysz władze!!! Tu rządze JA!!! Gdy ważyłam 45 kg przy wzroście 175 cm byłam boginią. Wtedy też chyba nabrałam pogardy dla ludzi. Tak…właśnie wtedy. Myślałam, że ja to jestem KTOŚ, tyle osiągnęłam.później zdjęcia, filmy, ćwiczenia, waga i spać. I tak parę lat. Kwas się zaczął, jak zaczęłam mdlec…ale na to też znalazło się rozwiązanie – okres, okres przedmiesiaczkowy, okres pomiesiaczkowy – osłabienie.

Jak było już kiepsko że świadomością, zaczęli mnie zmuszać do jedzenia. Więc jadłam. I tak narodziła się idea mii. Dlatego odradzam zmuszanie do jedzenia. Bo albo to ukryte, albo wypoci, albo wydali dzięki środkom przeczyszczajacym, albo zastosuje najlepszą dietę ever – wymioty.

Jeśli chcesz od niej prawdy pochwal jej nowy sweter, skomplementuj fryzurę, podziekuj za 4+ w szkole, powiedz, że jest piękna, że jest dla Ciebie wszystkim, że jest szczęściem, największym jakie cie spotkało.

Jest dzieckiem. I tak długo nim zostanie, jeśli nie doswiadczy cudownej, bezgranicznej, bezwarunkowej miłości. Ja nim nadal emocjonalnie jestem, choć mam 30 lat. Po prostu nigdy nie doświadczyłam takiej miłości i dlatego teraz jej szukam. Szukałam jej, byłam głodna, głodem, który próbowałam zaspokoić nie tym pokarmem co potrzeba. U mnie w domu jedyne chwile szczęścia były podczas niedzielnych wizyt w mcku. Zgadnij czym żywilam się przez ostatnie 10 lat?

Pragnienie miłości jest głodem. Miłość – pokarmem. Głodny kupuje byle co.

I dlatego dalej jest głodny. Kim mia jest w rodzinie? Mia w rodzinie jest głodem. Nienasyconym. Je, nie czuje nasycenia i przetwarza w glowie ostatnie wydarzenia w domu. I je. I przetwarza. I je.

I wymiotuje.

Kim

Wiem. Życie z mia jest ciężkie. Upadasz podnosisz się, upadasz – podnosisz się. I tak kilka lat. I tak całe dni, miesiące. W klatce, w lodówce. Jest ciężko. Kim mia jest?

Czar Twych oczu

Cóż by tu powiedzieć, widzę w każdej twarzy jego spojrzenie. Jego czarnych oczu spokój. Jestem oczarowana, oszolomiona nim. I chyba to jest moment, żeby zacząć chodzić do pracy pieszo. Pozostawić czar jego oczu w sobie. Ja z sobie tylko znanej nieśmiałości nic nie powiem, on pewnie nie ma czasu. I tak zostawmy ten romans niespełniony. I tak zostawmy te myśli niewypowiedziane. Czasu tyle minęło. Za dużo, za krótko, nie wystarcza. Tak można się zapetlic w podziwianiu.

Czy?

Czy iść, czy nie iść? Nie iść.

Czuję się taka samotna. Odpoczywam w pracy, bo wokół są fajni ludzie. Spotkam rano czarnego, popodziwiam go 10 minut. Odpoczywam wtedy. On jest taki…taki mój. Skrycie go podziwiam. Spokojny, męski, taki męski. A jak patrzy..kiedy patrzy na mnie zakochuje się mocniej. I tak bardzo chciałabym z nim porozmawiać. Pobyć w jego spokoju. Pobyć z nim, przez 10 minut. A później znowu czekać dzień i tak ciągle. Pewnie wyolbrzymiam, nie wiem. To musi coś znaczyć,  nie tyle czasu. Tyle czasu straconego na w ciszy podziwianie. Na w ciszy podziwianie jego chodu i uśmiechu. Na w ciszy podziwianie jego oczu.

Zdecydowanie mam problem z bliskościa. Wybieram niedostępnych. Może dlatego podoba mi się Jego mość Maraton.

 

Where

Meet your life. I met my.

Tak fajnie czuć się na haju życiowym. Kiedy wiesz co z kim i gdzie. W praktyce to oznacza z kim nie, czego nie i gdzie na pewno nie. Grunt to wiedziedziec co nie. Bo co tak przyjdzie łatwiej. Czyżby? Czytałam ostatnio, że coś takiego jak np. ciemność i zimno nie istnieje. Ciemność to po prostu brak światła, a zimno brak odpowiedniego ciepła. Czyli jeśli wiesz czego nie, tzn. że tak będzie jego przeciwieństwem – nie chcesz czuć braku ciepła, więc idziesz gdzieś, gdzie jest ciepło. Nie czuję ciepła od niebieskiego – idę tam, gdzie jest ciepło – nawet jeśli to oznacza, że niebieskiego nie będzie w okolicy. Nie było go nawet wtedy, kiedy w tej okolicy się znajdował.

Take take this Waltz, na na na